poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Weekend


Festiwal. Byl na nim chyba kazdy obcokrajowiec mieszkajacy w Hanoi wiec trzeba bylo isc co by bylo o czym rozmawiac:)










A potem poszlismy do baru. Na browar. Tym razem policja (obok zdjecie radiowozu:) weszla do srodka wiec wlasciciel nam doradzil: 'Go and come back in 10 minutes'. So we did...











27.IV.2009, Poniedzialek

Za granicami starego miasta, w samym centrum Hanoi leży jezioro Hoan Kiem, po wietnamsku "jezioro odzyskanego miecza", w związku z przypowieścią o wyłowionym stąd cudownym orężu, który umożliwił przyszłemu królowi spektakularne podboje i zaprowadziło go na tron. Pewnego dnia po niezwykłą broń zgłosił się jej prawowity właściciel - wielki żółw...




... Ponoć na dnie jeziora do dziś żyją gigantyczne żółwie... Jako legendarnym opiekunom miasta oddaje się im hołd w świątyni Ngoc Son na środku jeziora, wzniesionej ku czci patrona literatury Van Xuonga.- gazeta.pl

piątek, 24 kwietnia 2009

1 zajecia


1 zajecia, kurs IELTS.

Czesc kursantow ma podrecznik w duzym, czesc w malym formacie. Pytam o co chodzi. Duzy to oryginalna kopia, maly to kserokopia:) W sklepach mozna kupic nielegalne kopie praktycznie wszystkiego, przewodnikow Lonely Planet itp.






*A po zajeciach poszedlem do baru. Na browar. Francuzi maja dziwne zasady gry w pilkarzyki. Jak sie strzeli gola ze srodkowej linii punkt na liczydle przesuwa sie do polowy i bedzie zaliczony tylko wtedy jesli strzeli sie kolejnego gola. Do tego jesli sie strzeli gola i bramkarz zdazy wyciagnac reka pileczke z bramki zanim sie wtoczy dalej pod stol gol sie nie liczy.

*2am, chcemy opuscic lokal. Godzina policyjna w weekendy obowiazuje od 1 w nocy. W praktyce wszyscy sa na ulicach ale bary zamykaja o 1.00. Zamykaja, czakaja 10min i otwieraja ponownie. Ala zdaza sie, ze policja czeka sobie przed knajpa i nie da sie wyjsc. Tak bylo dzisiaj. Po 30 minutach wyszlismy.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Rundka po dzielnicy

23.IV.2009, Czwartek

Zrobilem sobie rundke po swojej dzielni. Ni to Koszutka, ni to Szombierki:


Waskie domy o wysokich stropach typowe dla Hanoi. W Wietnamie podatek gruntowy jest bardzo wysoki (tak jak podatek na auta, stad te motory. By the way- na motorze moga jechac 3 lub 4 osoby tylko wtedy jesli sa spokrewnieni, w koncu to 'samochod' rodzinny:) wiec buduja w gore, sufit zawieszony wysoko dla lepszej wentylacji





Trafilem na pole, pani pozwolila sobie zrobic zdjecie i cos tam sie do mnie smiala. Czesciej jednak smieja sie ze mnie:)


Nagle wsrod pol pojawil sie cmentarz


Cmentarz



Pola, stawy. W Wietnamie jeszcze zyja plemiona na tzw 'floating houses' glownie w zatoce Holong Bay


Jakas duza posiadlosc przy drodze nad rzeka. Wyglada jak budynek rzadowy




Wspolokatorzy

*Sroda wieczor, robie pranie. Pralka na 3 pietrze, ciemno w calym domu. Pytanie, isc boso? W koncu wkladam jednego buta- do obrony:) Nie ma jak sie nasluchac opowiesci wspolokatorow. Pajaki bywaja wielkosci 2 paczek po papierosach, sa szybkie jak cholera, zdaza sie ze zamiast uciekac, zaskakuja ze sciany i biegna w twoja strone, karaluchy sa 'of the size of dogs'.

*Czwartek, pranie juz suche...

*Wszyscy pamietaja powodz w zeszlym roku, wody bylo 1,5metra, szczury wodne (ktore sie tu je) smyraja cie w stópki. Dzis 6 dzien mojego pobytu w Hanoi. Jeszcze nie padalo. Pora deszczowa przede mna...

wtorek, 21 kwietnia 2009

21.IV.2009 Wtorek




































Na drodze:

Tak jak na Bliskim Wschodzie drobna stluczka wzbudza automatycznie olbrzymie zainteresowanie.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Na drodze

Jezdzac po Hanoi (bo tu sie nie chodzi) zasada jest taka. Uwazasz tylko na to co przed toba, ten z tylu uwaza na ciebie. Do skrajnosci. Inaczej nie daloby sie funkcjonowac:) To tez pewnie powod dlaczego prawie nikt nie ma lusterek w motorach. Przechodzac ulice (no bo jednak czasem sie chodzi:) po prostu wchodzisz pod kola aut, motorow, rowerow. Oni martwia sie o ciebie. Ruch jest tak ogromny, ze inaczej sie nie da. Czasem ktos jedzie pod prad, scinaja zakrety, praktycznie nigdy nie sygnalizuja skretow. Dzieci biegaja, hordy psow na ulicach (do e i g: no dobra juz bez jaj:) W zyciu nie widzialem takiego ruchu ulicznego. Przyrzekam, nie do opisania! Szczerze przyznam, przyjemnie sie jezdzi po Hanoi...

niedziela, 19 kwietnia 2009

20.IV.2009


Krzeselka w restauracji prosto z piaskownicy



Z cyklu co da sie przewiezc rowerem

Hanoi



Tym sie wożę.
W Wietnamie zaczeli uzywac kaskow dopiero 2 lata po wprowadzeniu nakazu. Wiekszosc i tak ich nie uzywa. Dzieciom w ogole nie zakladaja. Czesto trzymaja kaski w koszyku, zakladaja widzac kontrole policji po czym zaraz sciagaja. Maja szczescnie, ze wierza w reinkarnacje...

sobota, 18 kwietnia 2009

Bangkok


Nie mam pojecia



Bar mleczny?









Tego dnia jak bylem w Bagkoku doszlo do strzelaniny. BBC:

'The leader of Thailand's yellow-shirted protest movement has been shot and hurt in an apparent assassination attempt. Mr Sondhi was ambushed by gunmen who attacked his car in the Thai capital, Bangkok, spraying it with bullets and hitting him in the skull.'


Budda




Przed swiatynia



W swiatyni



Kolor taksowek w Bangkoku



Moto riksza

Lotnisko w Bangkoku

17.IV.2009, Lotnisko w Bangkoku

* Gubie i znajduje okulary po raz drugi. Tajska sprzataczke ewidentnie bawi moja osoba.
16.IV.2009, w samolocie do Bangkoku

*1 kompromitacja: mila starsza tajka, widzac moje zdezorientowanie, pokazuje mi jak nadmuchac poduszeczke do spania.

* 26 godzin po opuszczeniu Katowic jestem nad Krakowem. Wszystko widze Lafi:)

*Afganistan, kompromitacja numer 2: Tajka pomogla mi zapalic lampke nocna. Po prostu musiala juz leciec tymi liniami

*Indie: psia jego...zgubilem okulary sloneczne, nerwowo krece sie w fotelu.
- Tego szukasz?- zdaje sie pytac tajka wskazujac na siedzenie obok

16.IV.2009, Lotnisko w Dusseldorfie

Bialy facet rozciaga sie, medytuje, podspiewuje mantry.
Azjata spoglada na niego, ziewa, przeciaga sie iscie po naszemu:)
16.IV.2009, Lotnisko w Dusseldorfie

Gdzies trzeba sie bylo odswiezyc

On the way to Hanoi


Chyba jednak po polsku poki co bede pisal co by mnie najblizsi znajomi rozumieli:P

Wiekszosc tekstu to kopia z notatnika, ktory dostalem od Maji, bez poprawek. Tak wiec...

15.IV.2009, autokar do Niemiec

*Pasazerowie, jak im kiedys Basia nadala tzw pseudonim roboczy, to same Robo-Romki. Na kazdym przystanku wyskakuja i kurza po 2, 3 pety. Jak oni to robia w 5min?
Herbata i kawa w autokarze w cenie 2zl. Wprowadzajacy komentarz pilotki:
"uprasza sie o spuszczanie wody oraz opuszczanie deski po kazdej czynnosci fizjologicznej".

sobota, 4 kwietnia 2009

2 weeks to go

2 weeks to go.
Not even that. In a fortnight I will be strolling around Bangkok, or its airport at least:) A bit stressed but excited about the whole, hmm project. I just read they do eat dogs, fried dogs. On the other hand we eat lard. When I offered a lard sandwich to a Brit he gave me this no-way-I'll-eat-it-man look. But what do British know about food, the world cooks they open tins. Anyway, the conclusion: I will try a dog!

Czyli powiedzonko Kosmosa wchodzi w życie, 'lubię psy ale długo się gotują',

Ciao